W rocznicę urodzin Tomasza Beksińskiego [REPORTAŻ]
Dziś Tomasz Beksiński obchodziłby 67. urodziny. Wspominamy człowieka, który słowem i muzyką tworzył własny świat. Jego pasja i głos wciąż inspirują kolejne pokolenia słuchaczy.
źródło: Muzeum Historyczne w Sanoku
26 listopada 1958 roku w Sanoku urodził się człowiek, którego głos, wrażliwość i obsesyjna miłość do muzyki odcisnęły się na całym pokoleniu słuchaczy radiowej Trójki. Dziś, 67 lat później, pamięć o Tomaszu Beksińskim wraca z siłą, która paradoksalnie zdaje się rosnąć z każdym kolejnym rokiem.
To tekst o urodzinach, ale jak zawsze w przypadku Tomasza, trudno mówić o nich bez powrotu do jego specyficznego stosunku do życia chłodnego, niełatwego, ale pełnego pasji, która w niezwykły sposób budowała więź z tysiącami ludzi, choć sam nie zawsze wierzył, że ma z kim tę więź dzielić.
„To, że ktoś kocha życie…” – słowa ojca, które znaczą coś innego, gdy myślimy o jego narodzinach
Zdzisław Beksiński, zapytany kiedyś, czy jego syn kochał życie, odpowiedział w sposób, który dziś w dzień jego 67. urodzin brzmi niemal jak komentarz do tego, kim Tomasz był od pierwszych lat.

To, że ktoś kocha życie, to nie oznacza, że wszyscy kochają. On z pewnością nie kochał. On z dużym wysiłkiem woli je kontynuował – Zdzisław Beksiński o Tomaszu
A jednak to właśnie ten wysiłek, to przedzieranie się przez własne lęki i obsesje, sprawiło, że jego audycje, przekłady, felietony i listy stały się czymś więcej niż publicystyką, stały się formą spowiedzi.
„Tomek był bardzo sympatycznym chłopakiem…” – wspomnienia przyjaciół
Wspomnienia bliskich niezmiennie pokazują dwie twarze Tomasza: tę pełną światła, ciepłą, i tę drugą przygasającą, zamkniętą w sobie, tak charakterystyczną dla lat późniejszych.

Pamiętam go przede wszystkim jako chłopaka, który przynosił najnowsze płyty i był zafascynowany wszystkim, co piękne – tak wspomina Tomasza Beksińskiego, były Dyrektor Muzeum Historycznego w Sanoku, Wiesław Banach
W dzień jego urodzin to właśnie ta pierwsza twarz wraca szczególnie wyraźnie. Tomek z płytą pod pachą, Tomek zachwycony muzyką, Tomek śmiejący się z własnych żartów, Tomek tańczący na weselu znajomych, Tomek, który nagrywał taśmy, żeby innym sprawić radość.
Grzegorz Gajewski, kolega ze szkoły, wspominał

W lepszych czasach potrafił być duszą towarzystwa. Lubił przyciągać uwagę, bawić, opowiadać. To było dla niego ważne – tak Tomasza zapamiętał Gajewski
Te „lepsze czasy” to właśnie lata młodości, czyli okres, którego rocznicę narodzin dziś celebrujemy.
Okres, w którym Tomek chłonął filmy, muzykę, literaturę, ucząc się wrażliwości, która później stała się jego znakiem rozpoznawczym.
Nosferatu, który prowadził nas przez noc
Trudno mówić o Tomaszu bez przywołania „Trójki pod Księżycem” audycji, która zyskała status kultowej i która na zawsze połączyła go z polskimi słuchaczami. Dziś, w jego 67. urodziny, wielu z nich włączy w nocy New Model Army, Camel, The Sisters of Mercy, The Cure czy Marillion – bo dla nich to właśnie jest Beksiński.
Ostatnie słowa z Trójki dziś brzmią inaczej
W ostatniej audycji pożegnał słuchaczy:
„New Model Army – Lullaby… Tym utworem powinienem się pożegnać… a po nim usłyszą państwo jeszcze jeden, który zawsze coś znaczył…”
Był to utwór Stationary Traveller zespołu Camel.
W rocznicę jego urodzin te słowa nie brzmią jak zapowiedź odejścia, ale jak powrót. On po prostu wciąż jest obecny w muzyce, felietonach, nagraniach, tłumaczeniach i wspomnieniach.
Ostatnie rozmowy, które przypominają, jak wiele znaczył
Tomasz przyjaźnił się z wokalistką Closterkeller, Anją Orthodox. Prawdopodobnie to właśnie ona była ostatnią osobą, z którą rozmawiał przed swoją śmiercią.

Była Wigilia, a ja miałam urodziny. Nagrałam się na jego sekretarce, a on oddzwonił potem. Powiedział, że po ostatnim kopniaku bezpowrotnie stracił nadzieję. A potem się rozłączył – wspomina Orthodox
W felietonie dla Tylko Rock Tomasz przypominał o małych radościach życia: muzyce, książkach, filmach, chwilach, które zostają w pamięci na zawsze.

Spójrzmy więc wstecz i wspomnijmy to, dla czego warto było żyć. Kruk Edgara Allana Poe. Zamek Karmazynowego Króla. Siedemnasta minuta Ech Pink Floyd. James Bond. Nights In White Satin The Moody Blues. Adagio Albinioniego. Kobieta Wąż (The Reptile) – seans w sanockim kinie San w kwietniu 1970 roku, kiedy po raz pierwszy i ostatni bałem się na horrorze… Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu – Tomasz Beksiński w ostatnim felietonie dla Tylko Rock
Dziś, w dniu jego urodzin, możemy je wspominać nie jako smutek, lecz jako dowód, że Tomasz Beksiński żył pełnią życia, dzielił pasję i wrażliwość z innymi, a jego głos i twórczość wciąż inspirują i pozostają obecne w pamięci tych, którzy go kochali.