Metus z Blood Ornaments i filmowa premiera z Dębicy. Historia, która zaczęła się od wiadomości
„Blood Ornaments” to więcej niż teledysk. To dowód, że muzyka i film spotykają się w Dębicy. Metus udowodnił, że sztuka nie potrzebuje wielkich budżetów.
fot. materiał prasowy
Nowy teledysk zespołu Metus do utworu „Blood Ornaments” nie powstał w wielkiej wytwórni ani w profesjonalnym studiu filmowym. Jego planem zdjęciowym stała się Dębica, a aktorami – lokalni pasjonaci. To historia o tym, jak od jednej wiadomości powstała pełnometrażowa opowieść w formie muzycznego klipu. Niedawno pisaliśmy o zapowiedzi teledysku, dziś możemy pokazać kulisy jego realizacji i premierę gotowego dzieła.
Pomysł, który brzmiał jak szaleństwo
Był początek wiosny 2024 roku, kiedy Marek Juza, lider zespołu Metus, napisał do Marka Świerczka z Dębickiego Stowarzyszenia Filmowego.
.
– Miał nietypowy pomysł – długi teledysk, który będzie opowieścią, niemym filmem tylko z muzyką i słowami piosenki. Chciał przełożyć muzykę na obraz – wspomina Świerczek.
Dla filmowca z Dębicy to była propozycja na granicy realności. Duża obsada, wiele lokalizacji, spore koszty.
.
– Byłem przerażony rozmachem, ale miałem chęci. On miał chęci. A że wszyscy mamy duszę artystyczną to zaczęliśmy działać – dodaje.
Casting z przypadku i telefon na ostatnią chwilę
Pierwsze próby zaczęły się od nagrania sceny z Piotrem Kowalczykiem. Juza szybko uznał, że to strzał w dziesiątkę – Piotr idealnie wpasował się w klimat. Potrzebny był jednak antagonista, a znalezienie go okazało się problemem.
.
– Mieliśmy już zarezerwowane pomieszczenie, gotowe na nagrania. I nagle, w dzień zdjęć, aktor zrezygnował. Myślałem, że wszystko się posypie. Wtedy Piotrek wykonał telefon do Mańka (Adrian Lic) – zapytał tylko: Masz garnitur? I tak, praktycznie z dnia na dzień, obsada była kompletna – opowiada Świerczek.

W ekipie znalazła się też Bernadetta „Benia” Mardeusz, która nie bała się występować przed kamerą, oraz dzieci Piotra – Wiktoria i Antoni.
.
– To były najtrudniejsze sceny, bo baliśmy się, że dzieci się znudzą. Ale były niesamowicie cierpliwe – dodaje reżyser.

Dębica jako filmowe tło
Sceny do „Blood Ornaments” nagrywano w różnych lokalizacjach Dębicy. Kluczowe wnętrza zapewnił Kamil Krzyżak, współzałożyciel DSF.
.
– Lokalizacje muszą oddać prawdziwość sytuacji. Na szczęście Kamil dysponował odpowiednimi przestrzeniami – mówi Świerczek.
Ciekawostką jest to, że większość produkcji powstawała… zdalnie. Ekipa spotkała się jedynie dwa razy. Teledysk powstał dzięki pracy na odległość, rozmowom online i determinacji.

Filmowa opowieść w rytmie muzyki
Teledysk nie jest klasycznym klipem, w którym muzycy stoją na scenie z instrumentami. To historia – zamknięta, spójna, z bohaterami i konfliktem.
.
– Scenariusz ewoluował. Dopracowywaliśmy go na bieżąco, ale od początku wiedzieliśmy, że chcemy opowiedzieć całą historię od początku do końca – tłumaczy Świerczek.
Tak powstało „Blood Ornaments” – mroczna, pełna symboliki opowieść, która łączy muzykę Metus z narracją filmową. To produkcja, która mogłaby powstać w profesjonalnym studiu filmowym, a jednak narodziła się w lokalnym środowisku pasjonatów.

Od Dębicy do Szwecji
Jeszcze przed oficjalną premierą teledysku pojawiło się niespodziewane zaproszenie ze Szwecji.
.
– To było dla nas ogromne zaskoczenie. Dostaliśmy sygnał, że ktoś czeka na efekt naszej pracy, zanim jeszcze klip pojawił się w sieci – podkreśla Marek Świerczek.

Poniżej zamieszczamy teledysk świeżo po premierze: