„Zmieniający się rynek nas do tego zmusił”. Pelikan znika po 35 latach z mapy Sanoka
Po 35 latach działalności sklep papierniczy Pelikan znika z mapy Sanoka. To koniec miejsca dobrze znanego mieszkańcom miasta.
„Bardzo długo zastanawialiśmy się nad nazwą i pomysły były różne, ale w końcu tak naprawdę zainspirowaliśmy się nazwą firmy produkującej pióra, które kupowaliśmy – Pelikan” – mówi Roman Furmankiewicz, założyciel kultowego sklepu papierniczego w Sanoku. I tak narodził się sklep, który przez 35 lat był stałym punktem na mapie miasta, przyciągając uczniów, artystów i mieszkańców. Z końcem grudnia 2025 roku Pelikan zakończył swoją działalność, a wraz z nim odchodzi kawałek lokalnej historii i codzienności.
Wpis wnuczki poruszył mieszkańców
„Kochani Sanoczanie! Niestety nadchodzi kres naszego Pelikana” – tymi słowami Dominika Malec, wnuczka założycieli sklepu, poinformowała w mediach społecznościowych o decyzji, która dla wielu mieszkańców Sanoka okazała się ciosem. W krótkim, osobistym wpisie napisała wprost, że w obliczu sprzedaży internetowej i konkurencji pobliskiej galerii handlowej rodzinny sklep nie ma już szans na przetrwanie.

Pod postem pojawiło się ponad 40 komentarzy pełnych wzruszenia i wspomnień. Został udostępniony blisko 70 razy.
.
Coś się kończy niestety. Widząc informację na witrynie, że się Państwo zamykacie, zrobiło mi się po prostu smutno – napisał Paweł
.
Bardzo Wam dziękuję, że zawsze mieliście wszystko, czego potrzebowałam. Kiedy chodziłam do II LO, na przerwach biegałam po brakujące ołówki, kartki i brystole. Bardzo mi przykro, że musicie podjąć tak ciężką decyzję – wspomina Ania
.
Znak czasów. Sklep zostanie w serduszku na zawsze – napisał Piotr
Nie zabrakło też bardziej gorzkich komentarzy
Jeszcze jeden sklep znika z naszego miasta. Centrum coraz bardziej wymarłe, szkoda – napisała Małgorzata
Pierwsze kroki Pelikana
Pelikan zaczynał skromnie, w małym lokalu w centrum Sanoka, z asortymentem zupełnie innym niż dziś. Sprzedawano głównie artykuły szkolne i podstawowe tworzywa plastikowe. Założycielami sklepu było małżeństwo – Jadwiga i Roman Furmankiewicz.
.

Na fotografii założyciel Pelikana – Roman Furmankiewicz
Pelikan nie zaczynał jako duży sklep. Początkowo lokal miał zaledwie 19 metrów kwadratowych i zupełnie inny asortyment niż dziś. Sprzedawaliśmy głównie artykuły szkolne i tworzywa sztuczne – doniczki, pojemniki, skrzynki na kwiaty – wspomina Pan Roman Furmankiewicz
Zwrot w stronę plastyki
Po kilku latach działalności sklep musiał zmienić profil. Tworzywa sztuczne przestały się sprzedawać, a właściciele dostrzegli rosnące zapotrzebowanie na artykuły kreślarskie i dla plastyków.
Po kilku latach rynek się jednak nasycił, jeśli chodzi o plastiki, dlatego przerzuciliśmy się na artykuły kreślarskie i dla plastyków. To był pierwszy taki sklep w Sanoku – wcześniej zainteresowani musieli jeździć po te rzeczy do Rzeszowa – dodaje
Towar sprowadzany prosto od producentów
Wszystko, co trafiało na półki Pelikana, było starannie wybierane i sprowadzane bezpośrednio od producentów. Dzięki temu klienci mieli pewność jakości, a sklep wyróżniał się na lokalnym rynku.
Pędzle przywoziliśmy spod Lublina, farby z Przemyśla, zeszyty z drukarni. Zeszyty były wtedy szare, nie było jeszcze nic kolorowego” – mówi Pan Roman

Kim byli klienci Pelikana
Zapytałem Pana Romana, kto najczęściej odwiedzał Pelikana. Czy sklep przyciągał głównie uczniów, lokalnych artystów, czy może całe rodziny z Sanoka.
.
Wszyscy – w żołnierskich słowach odpowiada Pan Roman.
Patrząc na relacje wnuczki Dominiki, wyłania się jednak pełniejszy obraz.
.

Roman Furmankiewicz z wnuczką Dominiką
Uczniowie odwiedzali sklep szczególnie pod koniec wakacji i we wrześniu, artyści zaopatrywali się przez cały rok, także mieszkańcy Bieszczad. Byli stali klienci, dla których realizowano specjalne zamówienia. Pelikan był nie tylko sklepem, lecz także częścią codzienności, miejscem spotkań i inspiracji – dodaje Dominika
Likwidacja w dobie internetu
Internet zmienił wszystko. Zakupy stały się szybkie, wygodne i masowe. Kupujemy całe paczki ołówków, długopisów, zamiast wybrać kilka naprawdę dobrych. Liczy się ilość i cena, niekoniecznie jakość, ani relacja z miejscem czy człowiekiem, który za tym stoi. To efekt współczesnego konsumpcjonizmu – wygoda i natychmiastowa dostępność coraz częściej przesłaniają lokalne wartości i małe, rodzinne biznesy.
.
Koszty utrzymania sklepu i pracownika przekraczały dochody. Od kilku lat było coraz gorzej i w końcu nie mieliśmy wyboru – mówi Pan Roman.
.
Ten proces trudno zatrzymać. Widać to też w gastronomii: popularne sieci fast food pełne są klientów, a lokalne restauracje i kawiarnie, które oferują wyższą jakość, zamykają się – dodaje Dominika

Ostatnie dni Pelikana. Na półkach zostało już niewiele
Odlot Pelikana
Patrząc na ostatnich klientów Pelikana, trudno nie odnieść wrażenia, że żegnamy coś więcej niż tylko sklep papierniczy. Tu wystarczały dwa dobre ołówki, rozmowa przy ladzie i poczucie, że wspiera się kogoś „stąd”. Byłem tam w ostatnich dniach i widziałem wzruszonych klientów, niektórzy mieli łzy w oczach, inni z niedowierzaniem przeglądali półki. Pojawiły się też głosy zdenerwowania: „Dlaczego zamykacie? To było nasze miejsce!” – słychać było od kilku osób.
.
Mam 85 lat, więc teraz najważniejsze jest zdrowie– mówi Pan Roman
.
Po Pelikanie czas na spokojniejsze życie – dodaje
Cena wygody
Pelikan odleciał, a wraz z nim kawałek codzienności Sanoka. Sklep znika, bo coraz częściej wybieramy wygodę i zakupy online – hurtowe paczki z popularnych chińskich stron, tanie, szybkie i często byle jakie produkty. Klikamy „dodaj do koszyka”, nie zastanawiając się nad tym, co naprawdę tracimy. Lokalny sklep to przecież nie tylko produkty. To ludzie, którzy je znają, doradzą, zamówią coś specjalnie, zapamiętają klienta. Historia Pelikana przypomina, że każda tania i szybka paczka z internetu ma swoją cenę – znikają miejsca, które budują wspólnotę i wspierają lokalny rynek. A Pelikan? To chyba nie ostatni sklep, który zwija się z sanockiego deptaka.