„To była szkoła przetrwania”. Igor Polak z pierwszymi punktami w Formule 4 CEZ – rozmowa z kierowcą
Za nami emocjonujący weekend inaugurujący sezon Formuły 4 CEZ, który odbył się na torze Red Bull Ring. Igor Polak już w pierwszej rundzie pokazał dużą dojrzałość wyścigową, zdobywając pierwsze punkty w bardzo licznej, ponad 40-osobowej stawce.
fot. Igor Polak Racing Team
Igor Polak znakomicie rozpoczął sezon w Formule 4 CEZ. Podczas inauguracyjnej rundy na Red Bull Ringu młody kierowca z Rzeszowa nie tylko zdobył pierwsze punkty, ale również popisał się imponującą pogonią w wyścigu finałowym.
Udany start sezonu F4 CEZ
Inauguracja sezonu Formuły 4 CEZ na torze Red Bull Ring w Austrii dostarczyła kibicom ogromnych emocji. W stawce liczącej ponad 40 zawodników z całego świata świetnie zaprezentował się Igor Polak, reprezentujący zespół Maffi Racing.
Młody kierowca z Rzeszowa od początku weekendu realizował założoną strategię, koncentrując się na konsekwentnej i bezpiecznej jeździe, która miała zapewnić awans do decydującego wyścigu.
Trudne warunki i przemyślana strategia
Rywalizacji w Styrii towarzyszyła zmienna pogoda, która znacząco utrudniała przygotowania. Podczas piątkowych treningów Polak wziął udział w trzech sesjach, a jego zespół zdecydował się odpuścić jedną z nich ze względu na intensywne opady deszczu.
Sobotnie kwalifikacje potwierdziły wysoką formę zawodnika. Polak uplasował się na 8. miejscu w swojej grupie, co przełożyło się na solidną pozycję startową w kolejnych wyścigach.

Punkty zdobyte dzięki dojrzałej jeździe
W wyścigach eliminacyjnych Polak postawił na rozsądek i unikanie ryzykownych sytuacji. Ta taktyka przyniosła efekt – w obu startach ukończył rywalizację w punktowanej piętnastce.
- Wyścig 1: 15. miejsce
- Wyścig 3: 14. miejsce
Dzięki temu bez problemu zakwalifikował się do finału, który był głównym celem zespołu na ten weekend.
Świetna pogoń w finałowym wyścigu
Najbardziej widowiskowy moment weekendu nastąpił w wyścigu finałowym. Polak startował dopiero z 25. pozycji, jednak od pierwszych metrów zaczął dynamicznie przebijać się przez stawkę.
Po restarcie wyścigu, przerwanego wcześniej czerwoną flagą, Polak wykonał efektowny manewr wyprzedzania na Elli Hakkinen. Chwilę później rywalizacja została ponownie zatrzymana i ostatecznie zakończona przed czasem.
Na mecie Polak znalazł się w okolicach pierwszej dziesiątki, jednak oficjalny system pomiaru czasu wskazał niższą pozycję niż wynikało to z nagrań.

Kontrowersje wokół wyników
Zespół Maffi Racing zakwestionował końcową klasyfikację, przedstawiając materiały wideo potwierdzające lepszą pozycję Polaka na mecie. Według zespołu kierowca powinien zostać sklasyfikowany o jedno miejsce wyżej.
Mimo niejasności, występ Polaka został oceniony bardzo pozytywnie – szczególnie jego tempo i skuteczność w wyprzedzaniu.
Mocny weekend całego zespołu
Powody do zadowolenia ma cały zespół Maffi Racing. Partner zespołowy Polaka, David Walther, wygrał dwa wyścigi, w tym finał, obejmując prowadzenie w klasyfikacji generalnej.
To pokazuje, że ekipa jest bardzo dobrze przygotowana do sezonu zarówno pod względem sportowym, jak i technicznym.
Rozmowa z Igorem Polakiem
O kulisach rywalizacji na torze Red Bull Ring, pracy z zespołem Maffi Racing oraz planach na kolejne rundy opowiada Igor Polak w naszej rozmowie
Fokus Media: 13 miejsce w finałowym wyścigu daje Ci większą pewność siebie przed kolejnymi rundami, czy raczej podnosi poprzeczkę i apetyt na jeszcze lepsze wyniki?
Igor Polak: Zdecydowanie jedno i drugie. Z jednej strony to ogromny zastrzyk pewności siebie. Po długiej przerwie od regularnych startów wchodzę w środek potężnej stawki ponad 40 aut i udowadniam, że potrafię skutecznie i twardo walczyć. Z drugiej strony, kiedy już poczujesz, że jesteś w stanie przebić się o kilkanaście pozycji w jednym wyścigu i masz świetne tempo, apetyt rośnie z automatu. Teraz celem jest regularne meldowanie się w punktach, a w niedalekiej przyszłości zacięta walka o czołową dziesiątkę.
FM: Start z końca stawki i awans o kilkanaście pozycji. Twoje tempo wyścigowe jest obecnie mocniejszą stroną niż tempo kwalifikacyjne?
IP: Wbrew pozorom, w Austrii to właśnie moje czyste tempo kwalifikacyjne było bardzo miłym zaskoczeniem – w swojej grupie wykręciłem 8. czas! Start z dalszej pozycji w finale wynikał bezpośrednio z tego, co działo się we wcześniejszych wyścigach oraz z naszej ryzykownej strategii. Ale faktem jest, że w wyścigu czuję się doskonale. Uwielbiam walkę koło w koło, a kiedy mam przed sobą kogoś do dogonienia, potrafię wycisnąć z siebie i z bolidu absolutne maksimum.
FM: Przy tak wyrównanej i licznej stawce co Twoim zdaniem w F4 decyduje bardziej o wyniku, to jest racecraft, strategia czy odpowiednie ustawienie bolidu?
IP: Przy stawce liczącej ponad 40 kierowców na torze nie da się wybrać tylko jednej rzeczy, one muszą ze sobą grać. Odpowiedni setup to fundament – bez niego nie masz pewności za kierownicą. Strategia potrafi wywrócić tabelę wyników, co zresztą sprawdziliśmy na Red Bull Ringu, świadomie oszczędzając jedyny świeży komplet opon na niedzielę. Jednak w samym środku wyścigu, gdy z każdej strony masz rywali, a kilkanaście metrów przed Tobą dochodzi do kolizji, to ostatecznie decyduje instynkt i czysty racecraft. Musisz w ułamku sekundy podjąć decyzję, która da Ci pozycję, a nie zakończy wyścig w żwirze.

FM: Co możesz powiedzieć o bolidzie, którym się ścigasz? Czy to konstrukcja, która ma swoje „korzenie” w starszych generacjach, np. podobnych do tych, którymi ścigał się Robert Kubica w Formule Renault 2000?
IP: Z zewnątrz zachowują klasyczną sylwetkę, ale współczesne bolidy Formuły 4 (w serii CEZ ścigamy się modelem Tatuus T-421) to już zupełnie inna, dużo nowocześniejsza epoka niż maszyny z wczesnych lat 2000. Przede wszystkim to auta drugiej generacji F4, zbudowane wokół rygorystycznych standardów FIA. Mamy system Halo chroniący głowę, znacznie bardziej zaawansowany i sztywny monokok oraz nowoczesną elektronikę z rozbudowaną telemetrią. Pod kątem aerodynamiki i zachowania na torze to niesamowicie czułe, prawdziwe wyścigowe maszyny. Ważna jest też praca z oponami, gdyż dopiero przy szybkim ściganiu można dowiedzieć się, jaka jest naprawdę różnica pomiędzy świeżymi, nowymi oponami, a takimi które mają przejechane np. 100km.
FM: Jak układa się Twoja współpraca z inżynierami i mechanikami – na ile masz realny wpływ na ustawienia bolidu?
IP: Współpraca z zespołem Maffi Racing, a w szczególności z moim inżynierem Edo, układa się rewelacyjnie. W Formule 4 kierowca ma bardzo duży wpływ na ustawienia, ale to zawsze działa na zasadzie dialogu. Zjeżdżam po sesji do boksu, przekazuję mój feedback, np. jak auto zachowuje się na dohamowaniu, w szczycie zakrętu i na wyjściu, a inżynier nakłada to na twarde dane z telemetrii. Cały czas pracuję nad tym, by moje komunikaty były jak najbardziej precyzyjne, bo na tym poziomie ułamki sekund urywa się właśnie detalami: drobną zmianą pochylenia skrzydła czy ciśnienia w oponach.

FM: Wyścig w tak licznej stawce, z ciągłymi przetasowaniami i czerwoną flagą, to potężny wysiłek. Jak oceniasz swoje przygotowanie fizyczne i mentalne do takich obciążeń, zwłaszcza po dłuższej przerwie od ścigania?
IP: Formuła 4 nie wybacza żadnych braków w kondycji. Bolidy nie mają wspomagania kierownicy, a przeciążenia w szybkich zakrętach na Red Bull Ringu dają mocno w kość, szczególnie karkowi i ramionom. Fizycznie czułem się jednak świetnie – zima spędzona na intensywnych treningach zdecydowanie zaprocentowała. Z kolei mentalnie najtrudniejszym momentem jest zawsze czerwona flaga. Siedzisz w aucie w alei serwisowej, adrenalina lekko opada, ale musisz utrzymać 100% koncentracji, bo wiesz, że za chwilę restart i wszystko zaczyna się od nowa. Myślę, że w finale pokazałem, że głowa też „dojechała” na ten wyścig.

FM: Kolejna runda odbędzie się pod koniec maja na torze Salzburgring – jak się do niej przygotowujesz i czego się po tym torze spodziewasz?
IP: Salzburgring to tor niezwykle specyficzny, bardzo szybki, niebezpieczny i rzekłbym, że mocno w „starym stylu”, gdzie nie ma zbyt dużego marginesu na błędy. Ze względu na długie, szybkie sekcje, kluczowa będzie tam odpowiednia aerodynamika oraz umiejętne korzystanie z tunelu aerodynamicznego (slipstreaming) za rywalami. Tutaj będzie on bardzo podobny do Monzy, na której miałem testy w listopadzie. Przygotowuję się standardowo: długie godziny w symulatorze, analiza onboardów i dogrywanie z zespołem wstępnego setupu, wraz z analizą telemetrii. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, także w Salzburgu atak na top10 i nie może być inaczej.
Dziękujemy za rozmowę i życzymy powodzenia w dalszej części sezonu
